Adam Śmiech – „Narodowcy” i Janusz Waluś

Na naszych oczach obserwujemy dokonujący się proces (a w zasadzie już ukończony) ostatecznego kompromitowania wizerunku obozu narodowego. Słowo „narodowcy” odmieniane jest przez wszystkie przypadki w najbardziej negatywnych kontekstach, wszędzie tam, gdzie osoby podstawione (prowokatorzy), chore psychicznie bądź w najlepszym wypadku pozbawione elementarnego pojęcia o polityce, dokonują jakiegoś bezmyślnego czynu.

A to wystąpią z hasłem rasistowskim, a to ogłoszą, że nie wpuszczą gdzieś Żydów, a to krzykami nie dopuszczą (przez chwilę) do wystąpienia jakichś Michników, czy innych Baumanów, a to jakąś mądrość wygłosi ex-ksiądz, a to powieszą portrety posłów (na wzór polskich jakobinów), a to lubują się w marszach z wykorzystaniem emploi z lat 30-tych XX wieku, czy wreszcie agitują za wypuszczeniem z więzienia w RPA mordercy Walusia. Jakby tego ostatniego było mało, łódzki oddział ONR ogłosił zapisy na turniej halowy piłki nożnej im. rzeczonego Walusia! Jeśliby ktoś, jakiś wywiad, służby specjalne, czy wroga grupa polityczna, chciały zrobić coś złego ruchowi narodowemu, nie wymyśliłyby niczego lepszego!

W przypadku Janusza Walusia, przypominam, zabójcy komunistycznego działacza murzyńskiego w RPA, Chrisa Haniego, w trakcie popełniania morderstwa posiadającego obywatelstwo RPA i będącego członkiem skrajnego ugrupowania dążącego do zachowania apartheidu i storpedowania porozumienia De Klerk – Mandela, i skazanego zgodnie z prawem i prawomocnie, trzeba powiedzieć kilka słów więcej. Angażowanie się ludzi kojarzonych z ruchem narodowym w sprawę tego pana jest kolejnym przykładem dramatycznego strzelania sobie w stopę. Przy czym, jakaś ukryta prawda, jeśli takowa istnieje wokół tego zabójstwa politycznego, w co osobiście wątpię, nie ma tu żadnego znaczenia.

Także to, że po zabójstwie Narutowicza przez ex-narodowca i całego zła, jakie dla reputacji endecji stąd wyniknęło, wydawać by się mogło, że mordy polityczne jako metodę ostatecznie odrzucono na gruncie naszego ruchu. Liczy się kontekst, a ten jest taki, że narodowcy włączają się w sprawę uwolnienia (z odbywania kary… dożywotniego więzienia; pierwotnie Waluś był skazany na karę śmierci, ale amnestia zmieniła mu wymiar kary) mordercy (sprawa oczywista) i rasisty (nie wiem, czy prywatnie p. Walus jest czy nie jest rasistą, ale należał do ugrupowania w oczywisty sposób rasistowskiego). Ergo, narodowcy są rasistami i zwolennikami mordów politycznych. Wydaje się, że te oczywiste prawdy powinny być czytelne dla ludzi uważających się za część naszego obozu…

A przecież fanatycy – vide turniej piłki nożnej – idą dalej. Portal nacjonalista.pl napisał w 2016 r. (i jest to narracja stale obecna w tych środowiskach): „Janusz Waluś – polski bohater, który zlikwidował lidera południowoafrykańskich komunistów i sowieckiego agenta Chrisa Haniego”. Tymczasem, to nie jest ani polska sprawa, ani sprawa polskich narodowców, tylko sprawa wewnętrzna RPA. Polscy narodowcy to nie są narodowi rewolucjoniści, którzy dla jakichś globalnych idei nacjonalistycznych walczą na każdym froncie geograficznym, gdzie ich los rzuci. W tym uwielbieniu dla Walusia i jego czynu jest jednak także wyraźne naśladownictwo retoryki stosowanej wobec lewicy proradzieckiej w okresie II wojny światowej – tam też o zabijaniu komunistów mówi się jak o zbieraniu grzybów – lekko i z poczuciem dumy.

Dziwi tym mocniej zaangażowanie (ex-)posłów Ruchu Narodowego w te sprawę. Zwłaszcza wobec faktu, że tutaj wykazując się odwagą (?), w innej sprawie, i to naszej polskiej, żywotnie nas wszystkich dotyczącej, w sprawie więzionego już półtora roku bez postawienia zarzutów, Mateusza Piskorskiego, nie można się od jedynych naszych (?) przedstawicieli w Sejmie doprosić jakiejkolwiek reakcji, w postaci interpelacji czy zapytania, o konferencji prasowej już nawet nie marząc. Bez względu na zgadzanie się czy niezgadzanie z jego poglądami – bo to sprawa o konstytucyjną wolność sumienia i przekonań. Powiedzmy sobie wprost – wykazują się odwagą tam, gdzie jest ona najtańsza.

W kontekście sprawy Walusia, przyjmując jako pozytywne oświadczenie organizacji narodowych po Marszu Niepodległości o odrzuceniu rasizmu i wszelkich doktryn bazujących na pojęciu rasy, nie można nie odnieść jednak wrażenia małej wiarygodności takiego wystąpienia. Fakty są oczywiste i tragiczne – reputacja ruchu narodowego została już w powszechnej świadomości Polaków całkowicie zdruzgotana. Nie potrzeba było do tego pisać książek czy artykułów udowadniających zło endecji, nie potrzeba było debat, nie potrzeba było niczego w istocie. Wystarczyła głupota pseudonarodowców, ludzi uważających się nie wiedzieć czemu za takowych.

Nasi polityczni wrogowie praktycznie nie zrobili nic, bo nie musieli nic robić. Za przerażające upodlenie wielkiego ongiś ruchu niemal w całości odpowiadają ludzie w szerokim tego słowa znaczeniu go tworzący. To nie, dajmy na to, „Myśl Polska” dzisiaj, czy 25 lat temu „Słowo Narodowe” czy pierwszy „Szczerbiec”, są twarzami ruchu narodowego, ale fanatycy o szczelinowej „inteligencji”, psychopaci, młodzieńcy, dla których krańcowym szczęściem jest rozpalenie racy i wykrzyczenie hasła, które nie ma albo nic wspólnego z rzeczywistością ani z nimi samymi. Kłania się porażający brak formacji, akceptacja obcych ruchowi narodowemu haseł i zachowań, kompletna bezrefleksyjność historyczna i polityczna – pytanie, czy ci, którzy do tego doprowadzili działali z własnego przekonania, czy na zlecenie?

Dla większości Polaków narodowiec („narodowiec”) to przygłup, ograniczający swój dramatyczny wysiłek umysłowy do nienawiści, jako uczucia najbardziej prymitywnego. I nie sądźmy, że to tylko tzw. strona lewicowo-liberalna jest z tego szalenie zadowolona. Zadowolony jest także i PiS, któremu tylko w to graj. Zobaczmy – zawsze od razu znajduje się ważny pisowiec, który potępia zachowanie owych narodowców („narodowców”). Patrzcie – mówią, nie chcecie nas, to zobaczcie, kto przyjdzie po nas. A pani wiceminister kultury Magdalena Gawin dywaguje nawet o konieczności zdelegalizowania ONR. I Polacy, w swej masie bardzo politycznie słabo zorientowani, ale instynktownie nie lubiący agresji i skrajności, pomyślą – no tak, PiS ma rację i nie ma dla niego alternatywy.

W ten sposób rozłożono na łopatki cały nurt polityki polskiej, który przyniósł nam niepodległość. Wszystkie te bezmyślne zachowania idą na konto ruchu, kładą się cieniem na jego historię, idą na nasze konto. Już nikt, poza wąskimi kręgami akademickimi i niszowymi gazetami i środowiskami, nie pamięta, że ten wielki ruch był przede wszystkim ruchem intelektualnym, mocnym inteligencją tych, którzy go tworzyli, ich oczytaniem, często erudycją, szerokimi horyzontami intelektu, umiejętnością myślenia politycznego i wnioskowania, zdolnością do refleksji i autorefleksji. Dziś wszyscy ci, którzy to rozumieją i stanowią (niewątpliwie i niestety) epigońską grupę intelektualnej endecji, tkwiącą na marginesie wydarzeń, z wielkim żalem a czasem z bezsilną złością obserwują tę degrengoladę dokonywaną rękami swoich(?). Ratunkiem jest wyłącznie głębokie oczyszczenie szeregów, jasne zdefiniowanie pryncypiów i celów, oraz odcięcie wszystkich tych, którzy nie potrafią lub nie chcą ich zrozumieć. Inaczej pozostaniemy marginesem wyciąganym od czasu do czasu dla straszenia dzieci i maluczkich.