Skoczylas_Street_demonstration

Jacek Kędzierski – Narodowa demokracja wobec rewolucji 1905-1907

Ostatnie dziesięciolecie carskiego samodzierżawia w Łodzi i w ogóle w Kongresówce otwiera ciąg wydarzeń zwanych rewolucją 1905-1907 roku. Ten przedział czasowy jest umowny. Spotykamy poglądy, że już końcówkę 1904 r. należy zaliczyć do początkowego ogniwa tego łańcucha wydarzeń, zaś ostatnim jego ogniwem miałyby być „Bezdany” – udany napad na pociąg pocztowy, dokonany przez J. Piłsudskiego i jego ludzi z OB PPS. Lecz równie dobrze akcja ta mogłaby zostać uznana za początek „czynu legionowego” przyszłego Pana Marszałka.

To, że w Rosji wrzało już pod koniec 1904 r. imperium carów zawdzięcza wojnie z Japonią, która z racji tego, że była przegrywana z bitwy na bitwę, obnażyła słabość militarną tego państwa. Ta słabość militarna została przez wielu odebrana już jako słabość całego państwa, zwłaszcza w jego europejskiej części, także na jego zachodnich rubieżach, tj. w Królestwie Polskim. Ocena ta była, rzecz jasna, błędna. Nie trzeba być wielkim geopolitykem, by stwierdzić, że to, co się wydarzyło na Dalekim Wschodzie nie musi mieć wpływu na to, co może wydarzyć się w stołecznej i zachodniej, europejskiej części imperium. Rosję europejską ogarnął społeczny ferment, początkowo dał znać o sobie ruch o obliczu wolnościowym, z czasem przewagę zdobył ruch gromadzący się pod sztandarami o jaskrawoczerwonym kolorze. Widomym znakiem pierwszego zjawiska była paryska konferencja z udziałem 8 partii z terenu Imperium: rosyjskich eserów, łotewskich socjaldemokratów rewolucyjnych, gruzińskich socjalrewolucyjnych federalistów, rosyjskich konstytucjonalistów oraz Finlandzkiej Partii Czynnego Oporu i Ligi Narodowej. Partie te uznały potrzebę zastąpienia rosyjskiego jedynowładztwa systemem demokratycznym, a także potrzebę zagwarantowania narodowościom prawa do samostanowienia.

W Kongresówce głos zabierała tzw. „Społeczność Polska” – uznana za pierwsze opozycyjne wystąpienie społeczeństwa polskiego po klęsce Powstania Styczniowego, którą tworzyła liberalna i postępowa inteligencja, skupiona wokół redakcji „Kuźnicy”, której przedstawiciele wypowiadali swoje poglądy na tajnych zebraniach politycznych. Ruch ten żądał konstytucji, regulującej związanie Królestwa Polskiego z Rosją federacją, ustrój polskiego państwa ustaliłby polski sejm, który jednocześnie zagwarantowałby prawa i wolności obywatelom, służbę wojskową żołnierz odbywałby w kraju, zaś więźniów politycznych objęłaby amnestia.

„Krwawa niedziela” w Petersburgu przeniosła w rosyjskim fermencie społecznym punkt ciężkości z ruchu „wolnościowego”, szukającego porozumienia z carem, na socjalistyczny, krzyczący „precz z carem”. Na terenie Królestwa Polskiego od razu przywództwo objęli SDKPiL-owcy pospołu z pepeesowcami, wzywając robotników do walki już tylko z tego powodu jedynie, że winni solidaryzować się z rosyjskim ruchem rewolucyjnym. Kraj ogarniają fale demonstracji i strajków, z których niektóre godziły w podstawy egzystencji społeczeństwa miejskiego, jak choćby strajk kolejarzy, który mógł prowadzić do tego, że ludność miast pozostałaby bez dominującego opału – węgla. W strajkach fabrycznych dominowały głównie postulaty płacowe, choć według ówczesnych ocen robotnik polski zarabiał nieźle.

Cechą charakterystyczną demonstracji ulicznych było między innymi to, że demolowano także sklepu wódczane i składy tytoniowe, jako że monopol na rozprowadzanie asortymentu oferowanego w tych miejscach przysługiwał państwu, stąd alkohol i tytoń utożsamiano władzą caratu i bardzo chętnie, kiedy tylko okoliczności temu sprzyjały przystępowano do demolowania monopolu spirytusowego, najczęściej jego ostatniego ogniwa, tj. sklepów wódczanych.

Prócz strajków i demonstracji w Kongresówce usiłowano rozpocząć walkę zbrojną z caratem. Piłsudski i jego wataha, która przyjęła nazwę Organizacji Bojowej PPS przeprowadzała zamachy na rosyjskich dygnitarzy, cywilnych i wojskowych, policyjnych przez podkładanie bomb, a także organizując napady na banki, czy pociągi pocztowe, czego przykładem był napad na stacji kolejowej w Rogowie. Bywały całe regiony, jak np. zawierciański, ogarnięte przestępczością bandycką, na których watahy trudniły się przestępczym procederem.

Wszystko to pociągnęło za sobą podwójną reakcję: represje ze strony władz rosyjskich (w Warszawie generał-gubernator Skałłon wydał ponad tysiąc wyroków śmierci, tysiące wysłano na Sybir) oraz opamiętanie społeczne, w imię którego Stronnictwo Demokratyczno-Narodowe podjęło szereg działań mających przynieść uspokojenie społeczne.

Jeżeli chodzi o polski ruch narodowy na przełomie XIX i XX wieku, to trzeba pamiętać nie tylko o Lidze Narodowej i Stronnictwie Narodowo-Demokratycznym ale i o innych wcześniejszych inicjatywach i strukturach jak: Towarzystwo Oświaty Narodowej i pismo Polak, Związek Młodzieży Polskiej „Zet”, Związek im. Jana Kilińskiego (Narodowa Młodzież Robotnicza). Wstępujący do Narodowej Młodzieży Robotniczej składali tekst przysięgi o treści następującej: „Będę budził mową i czynem w otoczeniu moim pragnienie wolności i niepodległości Polski, będę wszędzie w ojczyźnie mojej używał mowy polskiej, którą chcą mi wydrzeć i skalać, będę bronił wiary św. przez ojców mi przekazanej.” Były także zasady programowe, jak opublikowany artykuł „Kwestia robotnicza w programie demokratyczno-narodowym”, czy też „Praca wśród ludności robotniczej” (oba z 1903 r.) okazały się niewystarczającymi, głównie z uwagi na zbyt małe przełożenie na masy robotnicze. Tym niemniej, warto przytoczyć główne założenia programowe narodowej demokracji względem świata robotniczego. Typowe było tu postrzeganie robotnika polskiego jako członka narodu polskiego i z tego względu także wśród robotników fabrycznych należało rozwijać poczucie narodowe, oparte na odpowiedniej wiedzy polskiej oraz na świadomości interesów i potrzeb narodowych, a ponadto wyrabianie poczucia łączności z całym społeczeństwem i przeciwdziałanie agitacji odrywającej moralnie klasę robotniczą od narodu pod hasłami walki klas i międzynarodowej solidarności proletariatu.

Towarzystwo Oświaty Narodowej posiadało silne struktury w Łodzi, gdzie zazębiała się współpraca inteligencji technicznej, ale nie tylko technicznej ze światem robotników fabrycznych. Dość ciekawym przykładem takiego zazębiania się tej współpracy był gabinet lekarza, dr. Rząda, w którym nie tylko można było uzyskać receptę na medykamenty ale także kolejne egzemplarze Polaka. Także i tu, w naszym mieście Łodzi, mieście fabryk, młodego wówczas Tuwima i rewolucyjnych „burd”, w imię solidarności z proletariatem rosyjskim SDKPiL-owcy i PPS-owcy wywołują fabryczne strajki, przez co powodują znaczne pogorszenie sytuacji polskiego robotnika oraz demonstracje uliczne, przeradzające się w uliczne burdy, wywołujące interwencję militarną, a w konsekwencji wprowadzenie stanu wyjątkowego.

Na to wszystko musiała zareagować Narodowa Demokracja, zrazu zaskoczona obrotem sprawy i wytworzoną na terenie Kongresówki sytuacją. Po zaburzeniach styczniowych, wobec postawy fabrykantów spolegliwej wobec żądań płacowych robotników liczono na wygaśnięcie wrzenia społecznego. Niestety wydarzenia majowe, a zwłaszcza tzw. powstanie czerwcowe łódzkich włókniarzy, wykazały, że były to nadzieje płonne, że do paleniska pod gorącym kotłem robotników fabrycznych ciągle ktoś dorzuca do ognia, czego wymownym przykładem były prowokacje, które wywołały właśnie to powstanie, zdominowane przez ludność żydowskiego lumpenproletariatu, podatnego na hasła SDKPiL.

To trwanie wrzenia zmusiło Romana Dmowskiego, który był już wtedy przewodniczącym Komitetu Krajowego Ligi Narodowej, do większej aktywności. W maju, po pierwszomajowych zaburzeniach w Warszawie podjęto decyzję o utworzeniu Narodowego Związku Robotniczego, poprzez scalenie kół TON-owskich, zaś 10 czerwca poprzez wcielenie Kilińszczyków. Zatem, odpowiedzią narodowców na istniejący stan wrzenia rewolucyjnego na terenie Królestwa Polskiego było właśnie utworzenie Narodowego Związku Robotniczego.

W pierwszych władzach krajowych znaleźli się: były sztygar z kopalni Mortimer, Czesław Sobolewski (przew. ZG), Gustaw Simon, Edmund Bernatowicz, Jan Szczeblewski, Edward Pepłowski, Przemysław Podgórski, Mieczysław Bujalski, Maria Dzierżanowska. Współpracowali z ZG także Jan Stanisław Jankowski, Marian Rapacki, Stanisław Roszkowski, Adam Chądzyński. Był to sojusz robotników z inteligencją, przeważnie techniczną, na którym miała opierać się ta partia, znalazł odbicie w składzie personalnym Zarządu Głównego.

Biorąc pod uwagę stawianie postulatu odzyskania przez naród polski niepodległego państwa polskiego, Narodowy Związek Robotniczy przelicytował w radykalizmie swojego założyciela. Sformułowany jeszcze w 1905 r. projekt narodowego programu robotniczego na wstępie, poza deklaracją łączności ze Stronnictwem Demokratyczno-Narodowym, deklarował, że skupiać chce robotników, którzy uważają się w pierwszej kolejności za Polaków, a dopiero w dalszej kolejności za przedstawicieli odrębnej warstwy społecznej. Z tych względów nie uznawali sprzeczności pomiędzy interesem narodowym, a interesami robotniczymi; te drugie miały być podporządkowane pierwszym. Działania na rzecz poprawy bytu robotników mogły być jedynie częścią składową działań i dążeń do poprawy sytuacji narodu. Solidarność narodowa nie pozwalała na nastawianie antagonistycznie polskiego świata pracy względem innych warstw społecznych, co więcej, niezbędna była współpraca z innymi warstwami społecznymi, np. rzemieślnikami i chłopami. Co do klasy robotniczej innych narodów, współpraca była możliwa o tyle tylko, o ile służyłaby narodowi polskiemu. Solidarność z własnym narodem przewyższała bowiem jakiekolwiek podporządkowanie proletariatowi obcych krajów i narodów.

Celem politycznym narodowych robotników, jako Polaków było połączenie wszystkich części narodu w jedną całość i zdobycie dla niego niepodległości, czyli utworzenie niepodległego państwa polskiego. Ponieważ cel ten mógłby zostać osiągnięty jedynie w drodze przewrotu w stosunkach międzynarodowych, tymczasowo, w ramach państwa rosyjskiego robotnicy -narodowcy stawiali sobie za cel zdobycie jak największej autonomii oraz odrębności narodowej i politycznej. Sprowadzać się to miało do walki o prawo używania języka polskiego w szkołach i urzędach, przeciwdziałaniu usiłowaniom łączenia i uzależniania polskiego ruchu robotniczego od obcych, zwłaszcza od rosyjskiego. Słuszną była walka o swobody obywatelskie oraz o autonomię i konstytucję Królestwa Polskiego. Był to jednocześnie program antysocjalistyczny, a to nastawienie wynikało z analizy położenia robotników w innych krajach. Stwierdzono, że położenie klasy robotniczej jest najlepsze w tych krajach (Ameryka, W. Brytania, Szwajcaria), w których ruch socjalistyczny nie istniał lub miał marginalne znaczenie. Ponieważ w Polsce ruch socjalistyczny przybrał kosmopolityczny i antypolski charakter, sięgał po pustą i bezmyślną agitację, wzniecał bezcelowe rozruchy, bałamucił robotników lub terrorem zmuszał do uległości, interes klasy stawiał ponad interesem narodu, zadaniem narodowych robotników było zatem zwalczanie „czerwonego” ruchu robotniczego i przeciwdziałanie jego szkodliwym wpływom.

Jak pisał Roman Dmowski, Narodowy Związek Robotniczy, był główną armią Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w walce z rewolucją. Co prawda „armia” ta w 1908 r. dokonała zdrady i przeszła pod pewnym względem na pozycje przeciwne programowi stronnictwa Dmowskiego, tym niemniej, do tego czasu była ekspozyturą narodowej demokracji na przemysł fabryczny.

Okręg łódzki był obok warszawskiego i górnośląskiego jednym z trzech głównych regionów działalności Narodowego Związku Robotniczego w początkowej fazie. Prezesem Zarządu Okręgowego w Łodzi został inż. Paweł Małachowski, który wsławił się pomocą niesioną robotnikom Widzewskiej Manufaktury Nici, czyli „niciarni” (jego nazwisko pojawia się w doniesieniach i raportach policji, jako osoby, która pomogła strajkującym robotnikom spisać żądania strajkowe). W jego skład weszli inż. Wacław Wojewódzki, dr. Leon Tochterman, Bolesław Benedek (sekretarz), Kazimierz Eborowicz, Leon Stegman, Wacław Morsztynkiewicz, Jan Leśniewski i Ludwik Bondy, Jan Posiak, Franciszek Jeżykowski, Jan Michalak (zabity w czasie walk bratobójczych w 1907 r.), Władysław Jankowski, Walenty Michalak, Paweł Urbaniak i Antoni Michałkiewicz. Z ZO współpracowali Karol Raczkowski, dr. Antonii Rząd, Stanisław Zieliński i Leon Koźmiński. I tu zachowano równe proporcje pomiędzy inteligencją a robotnikami fabrycznymi.

W pierwszym okresie działalności przyjęto struktury „setkowo-dziesiętne”, które po roku przekształcono w struktury dzielnicowe: Chojny, Górna-Widzew, Bałuty, Zielona. Każdą strukturą dzielnicową kierował duet robotniczo-inteligencki, mający do dyspozycji wykwalifikowanych agitatorów. Liczba członków Narodowego Związku Robotniczego w Łodzi wynosiła 4 tysiące, w Pabianicach 2 tysiące, w Zgierzu 500, w Zduńskiej Woli i Ozorkowie po 70 członków, według danych na rok 1908.

Co było przedmiotem działalności politycznej Narodowego Związku Robotniczego? Przede wszystkim zwalczanie wpływów SDKPiL i PPS. Paraliżowanie proklamowanych przez te partie strajków, z uwagi na to, że wywoływano je przemocą, poprzez zmuszanie robotników, chcących pracować, do zaprzestania pracy, zaś ich następstwem było pogarszanie ich sytuacji materialnej, pozbawiając zarobków, skazywało robotników na głód i nędzę, a także na przemoc ze strony sił caratu, jak to obrazowo podkreślono na „kule i pałasze moskiewskie”. Strajki miały moc antynarodową, tj. godziły w polski przemysł, szczególnie w mniejsze fabryki, które poprzez eskalację żądań mogły upaść. To zwalczanie, zresztą wzajemne, początkowo piórem, przerodziło się w zwalczanie fizyczne. W Łodzi dochodziło do walk bratobójczych, w czasie których „poszło na noże”. Jak pisał Dmowski, w Łodzi musiała polać się krew, taka była cena obrony polskiego robotnika przed esdekapeilowską deprawacją i wynarodowieniem. „Rozwój” donosił w kronice policyjnej, że tu i tam „w bramie” znaleziono zwłoki mężczyzny; jak ustalono było on robotnikiem i członkiem partii skrajnej (tj. SDKPiL czy PPS). Ofiarami byli także i członkowie NZR jak np. Jan Michalak, przewodniczący dzielnicy bałuckiej. Zresztą, spotyka się pogląd, że wszystko zaczęło się od zabójstwa popełnionego na narodowcu Bisingerze przed jednym z lokali gastronomicznych przez „łacha” z PPS. O tej zbrodni oraz o tzw. „bitwie zarzewskiej” przed kościołem św. Anny oraz o strzelaninie przed sklepami spożywczymi przed świętami wielkanocnymi w 1906 r. krążyły w Łodzi legendy i NZR-owcy wspominali je jeszcze w latach trzydziestych XX w. We wzajemnym „dialogu” socjały robotników narodowców wyzywali od „chuliganów”.

Prócz akcji łamistrajkowych Narodowy Związek Robotniczy zasłynął po roku 1906, kiedy to carat wydał Tymczasowe przepisy o związkach i stowarzyszeniach”, budową narodowego, polskiego ruchu związkowego. Tworzył tu, w Łodzi Stowarzyszenie Zawodowe Pracowników Przemysłu Włóknistego „Jedność”, które rok później w Łodzi liczyło już ponad 20 tysięcy członków, a w całym okręgu łódzkim ponad 33 tysiące członków. Zadaniem związków zawodowych było pertraktowanie z pracodawcami, walczenie o ustępstwa z ich strony na rzecz robotników, tworzenie zakładowych komisji rozjemczych, lecz także szeroka działalność pomocowa, zapomogowa, organizacja pomocy medycznej, szkoleń, akcji oświatowych itp.

Narodowy Związek Robotniczy walczył również o polską szkołę, o wprowadzenie języka polskiego w szkolnictwie, ale także na kolei, co oznaczało utrzymanie tego przedsiębiorstwa w polskich rękach.

Znaczny jest wkład Narodowego Ruchu Robotniczego w rozwój polskiej, autentycznej spółdzielczości, zapoczątkowany przez utworzenie przez Spółdzielnię „Zorza” sklepu spożywczego przy ul. Kresowej na widzewskim Grembachu.

Ta działalność Narodowego Związku Robotniczego, działalność konkretna, dostrzegana przez robotników fabrycznych i pozytywnie przez nich oceniana, doprowadziła do wychłodzenia tzw. rewolucji 1905-1907 r. w Królestwie Polskim i do uspokojenia sytuacji. Jak pisał Roman Dmowski, Narodowy Związek Robotniczy, był główną armią Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego w walce z rewolucją. Armia te wzorowo wywiązała się z powierzonego jej zadania. Skutki jej działań trwały długo. To dzięki niej Józef Piłsudski, jako Naczelnik Państwa Polskiego w okresie wojny z bolszewikami mógł napisać, że robotnik polski jest z istoty swej antykomunistyczny i w związku z tym on nie musi się obawiać wybuchu w Polsce jakiejś rewolucji. Takim był robotnik Polski, a jeżeli takim był, to głównie dzięki postawie robotników narodowców, skupionych i działających w Narodowym Związku Robotniczym.