drukarz

Jan Waliszewski – Proces z nienawiści

W minionych miesiącach jako członkowie redakcji „Chrobrego Szlaku” z uwagą obserwowaliśmy (zarówno w świecie medialnym jak i na sali sądowej) proces „łódzkiego drukarza” pozwanym przez organizację homoseksualistów za odmowę wydrukowania baneru reklamowego. Drukarz odmówił wykonania usługi argumentując, że swoją pracą nie chce wspierać promocji homoseksualizmu, gdyż jest niezgodne z jego sumieniem, a z punktu widzenia katolika homoseksualizm jest grzechem. Reakcją środowiska LGBT był pozew sądowy z artykułu 138 kodeksu wykroczeń („Art. 138. Kto, zajmując się zawodowo świadczeniem usług, żąda i pobiera za świadczenie zapłatę wyższą od obowiązującej albo umyślnie bez uzasadnionej przyczyny odmawia świadczenia, do którego jest obowiązany, podlega karze grzywny.”) Po odwołaniu się od wyroku w trybie nakazowym skazującego „łódzkiego drukarza” na karę grzywny w wysokości 200 zł sprawa toczyła się w normalnym trybie sądowym. W dniu 31 marca Sąd Rejonowy w Łodzi dla dzielnicy Łódź-Widzew uznał „łódzkiego drukarza” winnym zarzucanego czynu, lecz odstąpił od wymierzenia kary. Sprawa będzie miała dalszy ciąg w drugiej instancji, gdyż „łódzki drukarz” złożył odwołanie.

To tyle podstawowych faktów przybliżających przebieg wydarzeń osobom, które dotychczas nie zetknęły się ze sprawą. Nie ulega wątpliwości, że chociaż w Polsce nie obowiązuje interpretacja prawa oparta na precedensach, jak ma to miejsce w USA, to jednak wynik tego postępowania sądowego stanie się na pewien czas barometrem wolności sumienia w Polsce.

Tak się złożyło, że „łódzki drukarz” jest moim kolegą ze studiów. Co więcej, szczególnym zbiegiem okoliczności tego samego dnia mieliśmy przed laty obronę pracy dyplomowej. Jest człowiekiem skromnym, stąd nie wyraził zgody na publikację swoich danych osobowych, co trzeba choćby z powodów formalnych uszanować. Ten skromny człowiek już przed laty dał dowód konsekwencji swoich przekonań odmawiając (także powołując się na swoje sumienie z powodów religijnych) służby wojskowej. Wybrał wtedy 2-letnią służbę zastępczą w domu pomocy społecznej, podczas gdy dla absolwentów szkół wyższych skrócono wówczas służbę wojskową do 5 miesięcy. Aby dopowiedzieć do końca, „łódzki drukarz” jest praktykującym katolikiem, nie zaś członkiem jakiejkolwiek sekty. W poprzednim, marcowym numerze „Chrobrego Szlaku” opublikowaliśmy wygłoszoną w sądzie przed ogłoszeniem wyroku mowę końcową „łódzkiego drukarza”, wyjaśniającą jego stanowisko.

Środowiska homoseksualne chętnie szermują pojęciem „mowy nienawiści” przypisując tę cechę hurtowo swoim adwersarzom, ośmielającym się mieć odrębne zdanie co do tzw. „praw osób LGBT”, stosując ich terminologię. Owe „prawa” i pojęcie „mowy nienawiści” stają się w praktyce maczugą do walenia po głowach wszystkich nie zgadzających się z wizją świata w/g aktywistów LGBT. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że najlepszym określeniem toczącego się postępowania sądowego jest „proces z nienawiści”, w tym przypadku z nienawiści do „łódzkiego drukarza”, który ośmielił się mieć swoje zdanie od swoich prześladowców.

Warto powiedzieć, że odmowa wykonania usługi poligraficznej nie stawiała w żaden sposób zamawiających w trudnej sytuacji co do możliwości realizacji swojego zamówienia, bowiem rynek usług poligraficznych podlega silnej konkurencji, nie ma więc jakiegokolwiek problemu z realizacją zamówienia w innym zakładzie poligraficznym. Zamawiany baner miał być wykonany przy użyciu standardowych technologii, a więc odmowa „łódzkiego drukarza” powinna zakończyć się złożeniem zamówienia gdzie indziej.

Ten paskudny w swojej wymowie proces jest motywowany chęcią odebrania drugiemu człowiekowi wolności sumienia, co więcej potwierdzenia tego w drodze wyroku sądowego. To działania przyznające prawo do wolności sumienia aktywistom LGBT, a odbierające to prawo ludziom wywodzące swoje przekonania z wiary katolickiej. To wreszcie pomysł na specyficzne pojmowanie demokracji jako prawa do terroryzowania większości przez mniejszość.

Wiele lat temu, będąc młodym człowiekiem, nie spodziewałem się, że będę musiał zajmować się tego typu tematami jak samopoczucie środowisk homoseksualnych. W oczywisty sposób przed laty homoseksualizm istniał tak samo jak dzisiaj, natomiast był traktowany jako problem pewnego kręgu osób odbiegających od przyjętych norm społecznych. W żadnym razie środowiska homoseksualne nie budowały wokół tego ideologii z widocznymi dziś wyraźnie terrorystycznymi zapędami wobec osób nie aprobujących „ideologii LGBT”. Niestety, dożyliśmy czasów, w których wyrażenie sprzeciwu wobec tej destrukcyjnej ideologii staje się aktem odwagi cywilnej.

I na koniec pora na trochę optymizmu: akcja petycji, adresowanej do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro oraz rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, zorganizowana w obronie „łódzkiego drukarza” przez „Fundację Życie” Małgorzatę i Michała Owczarskich (na stronie lodzkidrukarz.pl) cieszy się rosnącym poparciem społecznym: w momencie pisania tego tekstu solidarność z „łodzkim drukarzem” wyraziło już 36185 osób i liczba ta rośnie.

W dniu 31 marca jako przedstawiciele Klubu imienia Romana Dmowskiego okazaliśmy swój sprzeciw wobec homoterroryzmu, organizując pikietę przed gmachem sądu, w którym toczyła się rozprawa.

Mam nadzieję, że w drugiej instancji postępowania sądowego sąd potwierdzi nadrzędność prawa do wolności sumienia nad terrorystycznymi roszczeniami homoseksualnych aktywistów. Jeżeli tak się nie stanie, w nieodległej perspektywie zagrożona może być wolność każdego z nas.