Pucz majowy a mniejszości narodowe wówczas i dziś

Arkadiusz Miksa

O puczu Piłsudskiego i jego skutkach pisałem i mówiłem już wielokrotnie, dlatego dziś w setną rocznicę chciałbym poruszyć jeden istotny wątek dla właściwej oceny tamtych wydarzeń i wyciągnięcia wniosków na przyszłość, bo przecież oto chodzi w analizowaniu historii – żeby była ona nauką o przeszłości dla przyszłości.

Zamachowcy podnosząc rękę na Ojczyznę argumentowali potrzebę siłowego przejęcia władzy brakiem stabilny i trwałych rządów, których rzeczywiście odradzające się państwo polskie potrzebowało. Oczywiście taki stan rzeczy był jedynie pretekstem. Ponieważ już jesienią 1923 roku w Krakowie, piłsudczycy (bojówki PPS i Związek Strzelecki) przeprowadziły próbę siłowego rozprawienia się z rządem. Wówczas to uzbrojeni w broń palną socjalistyczni i strzeleccy bojówkarze otworzyli ogień do żołnierzy Wojska Polskiego zabijając niektórych z nich. To był poligon pod przyszłe wydarzenia majowe.

Za brak stabilności parlamentarnej w państwie w głównej mierze odpowiadały mniejszości narodowe i ich parlamentarne reprezentacje. Liczny odsetek mniejszości w państwie, przekładał się na ich liczne reprezentacje sejmowe. Oczywistym było, że nie chciały one tworzyć rządów z Narodową Demokracją, ta choć wspólnie z drobniejszymi grypami konserwatystów, chadeków oraz ludowców miała najliczniejszą reprezentację w parlamencie, to nie miała jednak większości. Języczkiem uwagi, stały się mniejszości narodowe, to one decydowały o tym kto zostanie prezydentem RP albo o tym kto będzie miał zdolność tworzenia rządu. Pomyśleć, że byli tacy, którzy głosili, że Dmowski zdradził interes narodowy, ponieważ Polska na Kresach mogła znacznie bardziej sięgać na Wschód. Wówczas mielibyśmy w państwie dodatkowy milion czy dwa Polaków, ale oprócz tego kilka milionów wrogo nastawionych mniejszości narodowych więcej. Tym samym w parlamencie mniejszości byłby jeszcze silniejsze i jeszcze mocniej odciskały swoje piętno wobec kierunku, w którym zmierza państwo. Jednym słowem destabilizowałyby je jeszcze bardziej. Co ciekawe mniejszości narodowe poparły w maju 1926 r. zbrojny zamach na konstytucyjne władze w państwie. Teoretycznie powinny być zwolennikami demokracji, która dawała im znaczną władzę w państwie. Dlaczego więc poparły Piłsudskiego? Dlatego, że utożsamiały Piłsudskiego z taką samą dozą wrogości wobec polskich narodowców jaką same względem nich posiadały. Po obaleniu rządów ludowo-narodowych, Żydzi i Rusini (dziś znani jako Ukraińcy) czuli się jeszcze silniejsi niż dotychczas. Oni wiedzieli, że Piłsudski będzie dążył do zniszczenia ruchu narodowego przez systematyczne osłabianie go na różnych Polach – usuwanie narodowców z armii, z urzędów, z uczelni. Niszczenie ich lokali partyjnych, konfiskowanie materiałów wyborczych, wsadzanie do więzień w trakcie kampanii wyborczych. Najbardziej popularnym miejscem do organizacji wieców partyjnych pod dachem, były wówczas kina. Tak się dziwnie składało, że należały one w większości do Żydów a ci odmawiali narodowcom ich wynajmowania.

Po Polsce Ludowej odziedziczyliśmy państwo, które było jednym z najbardziej jednolitych narodowościowo. Po roku 1989 spadała jeszcze systematycznie liczba Niemców w Polsce. Nie dostrzegaliśmy jaki to ogromy atut i jak silny to nośnik państwowotwórczy. Praktyczny brak silnych mniejszości w parlamencie, dodajmy mniejszości głosujących na lewicę lub liberałów i wzmacniających ich potencjał w parlamencie. Żeby było jasne nie chcę w ten sposób powiedzieć, że w III RP mniejszości nie były reprezentowane w polskim parlamencie, bo oczywiście ich obecność jest niekwestionowana. Mamy wpływowe reprezentacje żydowskie i ukraińskie, zarówno na Lewicy, w PO, jak i w PiS. Niemniej nie mają one swoich oficjalnych klubów czy kół, które ułatwiałoby im krecią robotę. Ktoś jednak wpadł na pomysł, że tym Polakom byłoby za dobrze bez tych mniejszości, że mogą być zbyt samodzielni. Najpierw ograbili Polskę z 3 milionów Polaków w wieku produkcyjnym powodując potężną wyrwę w polskim przyroście naturalnym, a następnie postanowili zasilić Polskę setkami tysięcy dziczy stepowej i sawannowej. Ludzie ci nie tylko, że nie zachowują się jak goście szanujący zwyczaje i tradycje polskie, ale w sposób bardzo brutalny próbują narzucić nam swoje tradycje i zasady funkcjonowania. Już są problemem na wielu Polach, a jest ich dopiero 10% ogółu mieszkańców Polski. Z każdym kolejnym rokiem odsetek ten będzie tylko rósł i rósł. Za kilka lat z tych kukułczych jaj wylęgną nam się głodne wpływu na władzę w Polsce kukułcze pisklęta. Jeśli dziś tzw. bloki prawicowy i liberalno-lewicowy dysponują mniej więcej porównywalną siłą. To właśnie w przyszłości te kilka milionów Ukraińców, Hindusów, Pakistańczyków czy Marokańczyków decydować będzie swoimi głosami wyborczymi o tym kto, będzie rządził Polską i nie muszę chyba wskazywać, jaka opcja będzie dzięki tym głosom u władzy. Problem mniejszości był jedną z przyczyn puczu majowego, mniejszości te zresztą skutecznie osłabiały pozycję Polski na arenie międzynarodowej, nie wyciągnęliśmy kompletnie z tamtej lekcji żadnych wniosków choć potem było jeszcze gorzej. We wrześniu 1939 roku w zachodniej Polsce destabilizowała nas niemiecka piąta kolumna, we wschodniej Polsce polskich żołnierzy mordowali Ukraińcy, a Żydzi ochoczo witali czerwonoarmistów. Potem był Wołyń i Małopolska Wschodnia. Po wojnie aparat komunistyczny, a zwłaszcza pion odpowiedzialny za mordy i prześladowania niepokornych Polaków zdominowany był przez czynnik żydowski. Nasze, w sumie wielowiekowe doświadczenia z mniejszościami nauczyć nas powinny, że dla stabilnego i bezpiecznego państwa ich odsetek powinien być jak najmniejszy. Obcokrajowców chętnie widzieć powinniśmy w naszym kraju, ale jako turystów szanujących nasze tradycje i zasady. nie potrzebujemy ich natomiast w parlamencie, rządzie, w mediach, sądach czy w policji. Pucz majowy jako przyczynek do budowy lepszej Polski jest oczywiście mitem, mit ten jednak nie jest jednym negatywnym aspektem tamtych wydarzeń, który nie znalazł właściwej interpretacji przyczynowo – skutkowej, w kontekście wyzwań przed jakimi stoi kurcząca się demograficznie współczesna Polska.