
Zygmunt Bauman (ur. 19 listopada 1925 w Poznaniu, zm. 9 stycznia 2017 w Leeds) to polski socjolog, filozof, eseista, jeden z twórców koncepcji postmodernizmu. Urodził się w rodzinie polskich Żydów. W 1944 roku Z. Bauman podpisał zobowiązanie do współpracy jako agent-informator Informacji Wojskowej o pseudonimie „Semjon”. W czerwcu 1945 wraz z całą 4 Dywizją Piechoty został wcielony do Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W styczniu 1946 wstąpił do Polskiej Partii Robotniczej. 10 lutego 1948 został szefem w Wydziale Wyszkolenia Politycznego Zarządu Polityczno-Wychowawczego KBW. 10 lipca 1949 został mianowany szefem Oddziału Propagandy i Agitacji w Zarządzie Politycznym.
W następstwie postępującej nagonki antysemickiej, 25 marca 1968 roku Z. Bauman wraz z wieloma innymi naukowcami z Uniwersytetu Warszawskiego został usunięty z uczelni. W obliczu nieprzyjaznej atmosfery towarzyszącej wydarzeniom marcowym w czerwcu wyjechał wraz z rodziną z Polski. Wyemigrował do Izraela, spędził tam trzy lata. Nauczywszy się języka hebrajskiego, wykładał na uniwersytecie w Tel Awiwie. Uznał jednak, że „trudno leczyć rany przez nacjonalizm zadanej innym nacjonalizmom”, po czym emigrował do Wielkiej Brytanii. Tam związał się z uniwersytetem w Leeds, a w 1972 został kierownikiem Katedry Socjologii, obejmując to stanowisko do roku 1990.
Z. Bauman był zwolennikiem konstruktywistycznej teorii narodu. Teoria konstruktywistyczna została stworzona przez teoretyków żydowskiego pochodzenia, podchodzących bardzo krytycznie do nacjonalizmu. Według nich naród jest zjawiskiem całkowicie wymyślonym, artefaktem skonstruowanym za pomocą manipulacji. Nacjonalizm jako coś sztucznego nigdy nie może być zaakceptowany i powinien być zakazany. Teorię konstruktywistyczną przedstawiono bliżej w 65 numerze Chrobrego Szlaku. Poniższy tekst stanowi wybrany fragment książki Z. Baumana.
Naród jako wspólnota wyobrażona
Naród jest bez reszty wspólnotą imaginacyjną: istnieje tylko w tej mierze, w jakiej jego członkowie intelektualnie i emocjonalnie identyfikują się ze zbiorowością, której uczestników w większości nigdy nie spotkają bezpośrednio. Naród staje się realnością umysłową, jeżeli ludzie wyobrażają go sobie jako rzeczywisty. To prawda, że narody zamieszkują najczęściej pewne zwarte terytorium, któremu nadają niepowtarzalny charakter, rzadko jednak staje się to źródłem takiej jednolitości, jaką narzucają państwo i jego prawa. Nigdy też żaden naród nie ma monopolu na zamieszkiwanie jakiegoś obszaru i praktycznie rzecz biorąc, nie ma takiego miejsca na ziemi, gdzie nie żyliby obok siebie ludzie identyfikujący się z różnymi narodami i poddani naciskowi różnych nacjonalizmów. Wiele jest miejsc, gdzie żaden naród nie stanowi wyraźnej większości, dlatego też nie sposób mówić o jakimś „narodowym charakterze” danego terytorium.
Jest również prawdą, że narody najczęściej różnią się używanymi przez ich członków językami, niemniej powszechny, jednorodny język to w dużej mierze twór nacjonalistycznych ideologów. Bardzo częste są przypadki, gdy regionalne dialekty tak są od siebie odmienne, jeśli chodzi o słownictwo, składnię i idiomy, iż stają się dla siebie praktycznie niezrozumiałe, jednakże zaprzecza się ich odrębności, a czasami zwalcza się ją w obawie przed rozbicie jedności narodu. Z drugiej strony, drobne nawet odmienności regionalne mogą zostać tak wyolbrzymione, że lokalne gwary wyniesione do rzędu samodzielnych języków, stanowiących o odrębności narodów. Różnice między, powiedzmy, norweskim i szwedzkim, holenderskim i flamandzkim czy ukraińskim i rosyjskim nie są wcale większe niż te, które występują pomiędzy wieloma gwarami uznawanymi tylko za odmiany języka narodowego. Co więcej, mogą istnieć ludzkie zbiorowości, które używają jednego języka, a przecież uważają się za odrębne narody (mówiący po angielsku Walijczycy, Szkoci czy obywatela dawnej Wspólnoty Brytyjskiej, czy też niemieckojęzyczni Austriacy, Szwajcarzy i Niemcy). Może być też odwrotnie: reprezentanci jednego narodu używają zupełnie różnych języków (tutaj znowu można posłużyć się przykładem Szwajcarów).
Terytorium i język nie są wystarczającymi czynnikami realności narodu. Żądanie absolutnej, bezwarunkowej i wyłącznej lojalności wobec narodu nabiera mocy, jeżeli przynależność narodową uznaje się za przeznaczenie, nie zaś efekt wyboru, za fakt jednoznacznie rozstrzygnięty już przez przeszłość, którego zmiana nie leży w ludzkiej mocy. Takie przeświadczenie chciałyby zaszczepić ludziom nacjonalizmy, a główną ich bronią jest mit pochodzenia, który sugeruje, że nawet jeżeli kultura jest ostatecznie ludzkim wytworem, to z upływem czasu naród stał się zjawiskiem całkowicie naturalnym, nie podlegającym już kontroli człowieka. Dzisiejsi członkowie narodu – głosi mit – związani są tą samą przeszłością, a ich wspólnym i wyłącznym dobrem jest duch narodu. To on ich scala, a zarazem odróżnia od wszystkich innych narodów oraz jednostek, które, być może, chciałyby przystąpić do danej wspólnoty, a jednak nie mają prawa czy zdolności do uczestniczenia w narodowym duchu, będącym kolektywnym dziedzictwem, a nie czyjąś własnością prywatną.
Z jednej strony powiada się, że naród tworzy się w toku dziejów i jest realnością równie obiektywną jak zjawiska przyrodnicze. Z drugiej jednak strony jego egzystencja jest niepewna: jedność i zwartość narażone są na ciągle zagrożenia, jako że inne narody starają się przeciągnąć na swoją stronę lub porwać jego członków, a zarazem w jego szeregi usiłują wśliznąć się intruzi. Dlatego też nacjonalizmy tradycyjnie domagają się władzy, prawa do użycia przymusu, bowiem w tym upatrują skutecznej broni w walce o przetrwanie narodu. Celowi temu służy najlepiej władza państwowa, która dysponuje monopolem środków przymusu. Tylko ona potrafi narzucić jednolite reguły zachowań, tylko ona ustanawiać może prawa, których wszyscy muszą przestrzegać. O ile więc państwu potrzebna jest legitymizacja ze strony nacjonalizmu, o tyle on w równym stopniu potrzebuje państwa z uwagi na jego skuteczność. Owocem owego wzajemnego przyciągania jest państwo narodowe.
Opracował Stanisław Tujaka
Źródło
Zygmunt Bauman: Socjologia. Poznań 1990 (str. 177-179)