OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jacek Kędzierski – Karalność użycia określenia “polskie obozy koncentracyjne”

Mam lat 55 i jestem przedstawicielem pokolenia, które lekcje historii w szkole podstawowej (ośmioletniej, rzecz jasna) pobierało w pracowni historycznej, w której na ścianie na wciąż wisiała mapa Polski w granicach peerelowskich, na której naniesione były wszystkie miejsca zbrodni niemieckich dokonane w Polsce w czasie II wojny światowej, z miejscowościami, w których Niemcy urządzili obozy koncentracyjne w szczególności. Na kółku historycznym nie mając lat 15, czyli 40 lat temu przerabiałem proces norymberski wg. książki K. Małcużyńskiego “Oskarżeni nie przyznają się do winy”.

Właściwa edukacja skutkuje tym, że nie “wypsnie mi się” w dyskusji publicznej zbitka pojęciowa, czy też skrót myślowy “polskie obozy koncentracyjne”. Pisząc na ten temat pięć lat temu wskazywałem, że użycie tego określenia bynajmniej nie musi wskazywać na intencję przypisywania Polakom sprawstwa lub pomocnictwa w hitlerowskich zbrodniach przeciwko ludzkości ale po prostu wynikać z chęci skrócenia tekstu do wymaganej przez redaktora naczelnego ilości znaków graficznych. W efekcie zamiast opisu: “położone na ziemiach polskich i prowadzone przez Niemcy pod rządami Hitlera obozy koncentracyjne” do obiegu publicznego trafia skrócona zbitka pojęciowa “polskie obozy koncentracyjne”. Prawda, że krócej. Również w ustnych wypowiedziach pod różnymi długościami i szerokościami geograficznymi, ludziom niezależnie od wyznania, wykształcenia, koloru skóry i urzędu zdarzają się takie “wypsnięcia”. To autor przemówienia, starając się, by było one gładkie i niezbyt rozwlekłe włożył awansem w usta mówcy “the polish death camp”, przy czym nie przypuszczał, że ktoś odniesie wrażenie niemiłe. Pytanie, czy my, Polacy na każde takie wypsnięcie winniśmy reagować. Okazuje się, że musimy. O czym świadczy znowelizowana ustawa o IPN.

Nowela wprowadza art. 55a. Na podstawie którego ten, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie określone w art. 6 Karty Międzynarodowego Trybunału Wojskowego załączonej do Porozumienia międzynarodowego w przedmiocie ścigania i karania głównych przestępców wojennych Osi Europejskiej, podpisanego w Londynie dnia 8 sierpnia 1945 r. (Dz. U. z 1947 r. poz. 367) lub za inne przestępstwa stanowiące zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne lub w inny sposób rażąco pomniejsza odpowiedzialność rzeczywistych sprawców tych zbrodni, podlega karze grzywny lub karze pozbawienia wolności do lat 3. Wyrok jest podawany do publicznej wiadomości.

Wersja nieumyślna czynu będzie skutkowała łagodniejszym zagrożeniem, podleganiem karze grzywny lub karze ograniczenia wolności. Przewidziano kontratyp działalności artystycznej lub naukowej i nie popełni przestępstwa sprawca, jeżeli dopuścił się czynu w ramach takiej działalności.

Zdaniem ustawodawcy nie wystarczającym okazał się art. 55 kk, penalizujący publiczne i wbrew faktom zaprzeczanie zbrodniom, o których mowa w art. 1 pkt 1 ustawy o IPN, przewidujący karę grzywny lub karę pozbawienia wolności do lat 3 wraz z podaniem wyroku do publicznej wiadomości.

W mojej opinii użycie zbitki pojęciowej lub też skrótu myślowego “polskie obozy koncentracyjne” jest zaprzeczaniem ww. zbrodniom i mogłoby skutkować wszczęcie ścigania karnego. Mogłoby, gdyby…. Na przeszkodzie stał rzecz jasna fakt, że czynu tego dopuszczał się zwykle cudzoziemiec i do tego poza granicami Polski. Czującym się źle, po powzięciu informacji o użyciu ww. zbitki pojęciowej, lub skrótu myślowego pozostawała jedynie do żalenia się droga cywilna. Co do odpowiedzialności karnej, uniemożliwiały ją przepisy o właściwości terytorialnej i osobowej polskiego prawa karnego, określone w kk. Wprowadzonego najnowszą nowelą do ustawy o IPN przepisu nie możnaby stosować, gdyż na przeszkodzie stała zasada wyrażona w art. 116 kk, zgodnie z którą przepisy części ogólnej kk stosuje się do innych ustaw przewidujących odpowiedzialność karną, chyba że ustawy te wyraźnie wyłączają ich zastosowanie. Takie wyłączenie następuje niezmiernie rzadko. O ile się nie mylę, ostatni raz wyłączenie przepisów tych zastosowała Rada Państwa w dekretach związanych z wprowadzeniem przez gen. Jaruzelskiego stanu wojennego 13 grudnia 1981r.

A przepisy części ogólnej kk, które uniemożliwiały stosowanie art. 55 ustawy o IPN to art. 111. § 1 i art. 112 kk. Przewidują one, że warunkiem odpowiedzialności za czyn popełniony poza granicami Polski jest uznanie takiego czynu za przestępstwo również przez ustawę obowiązującą w miejscu jego popełnienia. Nie stwierdziłem, by ustawy karne państw obcych zawierały przepis analogiczny do przepisów karnych polskiej ustawy o IPN. Można rzecz jasna pociągać do odpowiedzialności karnej w Polsce, niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego, obywatela polskiego lub cudzoziemca ale jedynie w razie popełnienia enumeratywnie wymienionych kategorii przestępstw, takich jak przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu wewnętrznemu lub zewnętrznemu Rzeczypospolitej Polskiej; przestępstwa przeciwko polskim urzędom lub funkcjonariuszom publicznym oraz przestępstwa wyłudzenia poświadczenia nieprawdy od polskiego funkcjonariusza publicznego lub innej osoby uprawnionej na podstawie prawa polskiego do wystawienia dokumentu; przestępstwa przeciwko istotnym polskim interesom gospodarczym; przestępstwa fałszywych zeznań, złożenia fałszywego oświadczenia, opinii lub tłumaczenia, posłużenia się dokumentem stwierdzającym tożsamość innej osoby, poświadczającym nieprawdę lub fałszywym – wobec urzędu polskiego; przestępstwa, z którego została osiągnięta, chociażby pośrednio, korzyść majątkowa na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Jak widać przestępstwa określone w art. 55 i 55a ustawy o IPN w zbiorze tym nie mieszczą się, a ich kaliber nijak ma się do kategorii przestępstw wyżej opisanych, zwłaszcza do przestępstw przeciwko bezpieczeństwu wewnętrznemu lub zewnętrznemu Rzeczypospolitej Polskiej. Uzupełnienie tego katalogu przestępstw o czyny opisane w ustawie o IPN naraziłoby ustawodawcę polskiego na ośmieszenie się. By tego uniknąć, a jednocześnie wprowadzić penalizację posługiwania się zwrotem “polskie obozy koncentracyjne” lub jemu podobnym, poza granicami Polski przez obywatela RP i także przez cudzoziemca, ustawodawca wprowadził do ustawy o IPN przepis, na którego niezbędność istnienia wskazuje art. 116 kk, by stosowanie przepisów części ogólnej kk do innych ustaw przewidujących odpowiedzialność karną, zostało wyraźnie wyłączone. Jak wskazałem, poprzednio przepis taki wprowadziła peerelowska Rada Państwa w dekretach związanych z wprowadzeniem stanu wojennego. Przepis art. 55b. znowelizowanej ustawy przewiduje ni mniej ni więcej, że niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu zabronionego, niniejszą ustawę stosuje się do obywatela polskiego oraz cudzoziemca w razie popełnienia przestępstw, o których mowa w art. 55 i art. 55a.

Po co? No, nie można było poszerzyć katalogu przestępstw popełnionych poza granicami Polski przez Polaka lub obcokrajowca, za które można ścigać i pociągnąć do odpowiedzialności w kraju o te typy przestępstw, które są występkami “małego kalibru” szkodzącymi niewiele. To by naraziło ustawodawcę na śmieszność, na zatracenie proporcji. Zatem w sposób zakamuflowany, w ustawie szczególnej względem kk, tj. ustawie o IPN wprowadzono wyraźne wyłączenie stosowania przepisów części ogólnej kk, tak jak w czasach peerelu zrobiła to Rada Państwa, wprowadzając stan wojenny.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że polskie reagowanie na posługiwanie się w obiegu publicznym zwrotem “polskie obozy koncentracyjne” jest reagowaniem nieproporcjonalnym do szkodliwości czynu polegającego na posługiwaniu się nim, który to czyn jest na ogół lekkomyślnym lapsusem, wynikającym z różnych powodów już wskazanych. Do nich dodałbym jeszcze jeden. Mam tu na myśli stosunek do współczesnej historii naszego narodu i w ogóle do historii powszechnej narodów obcych. Najczęściej jest on skrzywiony po prostu brakiem elementarnej wiedzy. Ten brak doskwiera również różnym ludziom w naszym kraju. I to tym, aspirującym do bycia w kręgach elitarnych. Z roku na rol nakreślona w 1981 r. przez Leszka Kołakowskiego wizja znajomości historii i stosunku do nie nabiera realności. Pisał on tak oto: „Europa zarówno Zachodnia, jak i Wschodnia rządzona jest przez ludzi, których schematy ideologiczne, sposób myślenia są w znacznym stopniu i nieuchronnie ukształtowane są pamięcią katastrof i okropności II wojny światowej. (główny argument sowieckich władców opiera się na twierdzeniu: nasz żołnierz walczył w Polsce i Czechosłowacji, mamy więc prawo wiecznie mieć te kraje na własność). W ciągu niewielu lat najważniejsze decyzje polityczne znajdą się w rękach ludzi, dla których II wojna światowa będzie już rozdziałem w podręcznikach historii. Nie znaczy to, że ludzie ci będą przez to gorsi albo lepsi, mądrzejsi, czy głupsi, lecz tylko to, że reakcje ich nie będą zależne od pamięci tamtych lat, a przeto będą inne. Czy świat uwolniony od żywej pamięci wojny będzie znośniejszy, czy też przeciwnie, jeszcze bardziej niebezpieczny, nie umiem przewidzieć, a spekulacje można snuć w obu kierunkach; z pewnością jednak będzie domagał się nowych rozwiązań, w których z wojny wyłoniony i przez wojnę wymuszony porządek straci znaczną część prawomocności.” Pozytywny wymiar tej przepowiedni odnosił się do powszechnego odczucia bezsensowności tzw. doktryny Breżniewa. Realizacją tej doktryny, jak pamiętam, straszono Polaków jeszcze w 1981r. Natomiast, negatywny wymiar tej przepowiedni oznaczałby po prostu wymazanie II wojny światowej i poległych w niej, niezależnie od ich poglądów politycznych, z narodowej pamięci.

Wymazanie zwycięstwa z 1945 r. poprzez przeprowadzoną w Łodzi przez wojewodę wspólnie z IPN dekomunizację np. pl. Zwycięstwa, zapisuję na konto tego właśnie negatywnego wymiaru przepowiedni Leszka Kołakowskiego, na konto konieczności zapomnienia o zbrodniach niemieckich na ziemiach polskich w czasie II wojny światowej. W imię czego? W imię wspólnej przynależności i Polski i Niemiec i do Eurounii i do jednego paktu militarnego? W tym kontekście używanie zwrotu “polskie obozy koncentracyjne” powinno być poczytywane jako zamierzone wprowadzanie szumu informacyjnego, ukierunkowane na pomniejszenie odpowiedzialności Niemiec za okropności wyrządzone przez nich w czasie II wojny światowej. Działania te należy oceniać negatywnie, ale czy penalizacja takich zachowań, wątpię, by była skuteczna, a nawet możliwa do zrealizowania to właściwa droga?