Archiwa tagu: ekonomia

dr Dariusz Grabowski – Lekarstwo na inflację

Pandemia i kryzys, który jest jej następstwem spowodował, że – o paradoksie – łatwiej i z większą dozą pewności możemy prognozować przyszłość tę odleglejszą niż bliższą teraźniejszości. A jednak pytanie o jutro jest dziś kluczowe. Dlaczego? Bo uświadamia, jak ogromna jest tu i teraz odpowiedzialność osób podejmujących najważniejsze decyzje makroekonomiczne. Od nich należy wymagać mądrości, odwagi, wyobraźni, co szczególnie ważne – sumienia.

Cechy te są tym potrzebniejsze w sytuacji, gdy pandemia i kryzys uruchomiły i spotęgowały w gospodarce zjawiska, które znamy, a które często towarzyszą wstrząsom ekonomiczno-społecznym. Mam na myśli spekulację, bezwzględną pogoń za nadzwyczajnym zyskiem, łamanie prawa, wykorzystywanie przewagi silniejszego w stosunku do słabszego.

Rozkołysana gospodarka

Niestety. To właśnie politycy odpowiedzialni za kluczowe decyzje gospodarcze i instytucje, mające dominujący wpływ na rozstrzygnięcia makroekonomiczne przyczyniają się od ponad półtora roku do „rozkołysania” gospodarki. To oni spowodowali wzmocnienie impulsów, które należało łagodzić i przeciwnie – osłabienie tych impulsów, które należało wzmocnić. Mówiąc wprost. Polityka gospodarcza rządzących w dobie kryzysu miała na celu bardziej sprzyjanie spekulantom i kombinatorom niż odpowiedzialnym podmiotom gospodarczym. Ktoś spyta o przykłady? Oto one.

Pieniądze z kolejnych tarcz mające podtrzymać zatrudnienie w firmach, gdzie spadały obroty trafiały nie bezpośrednio do pracowników, a na konta właścicieli. W efekcie częstym stał się proceder wymuszania na pracownikach kwitowania podpisem odbioru całej płacy przy jednoczesnym wypłacaniu tylko części i przechwytywaniu przez pracodawcę nawet ponad połowy wynagrodzenia. Oczywiście nikt nikogo za rękę nie złapał. Swoją siłę pokazał konflikt między pracą a kapitałem.

Innym zjawiskiem o poważnych konsekwencjach, które nazwałem uwłaszczeniem przez wywłaszczenie było administracyjne uniemożliwienie prowadzenia działalności gospodarczej i jednoczesne wypowiedzenie kredytów – co gorsza przez polskie banki. Postawiło to wiele firm na skraju bankructwa. Jednocześnie ich właściciele nagle otrzymali propozycję wykupu restauracji lub hotelu po zaniżonej cenie. Proceder ten, nie miejmy złudzeń, wspierany przez sektor finansowo-bankowy, ma miejsce zarówno w przemyśle, jak i usługach.

Jako trzeci przykład wymienię nierozliczenie (a nawet nieujawnienie) przez PFR reguł przyznawania pomocy dużym firmom. W efekcie na kontach tych firm powstały ogromne nadwyżki finansowe, co oznacza, że przyznana pomoc nie miała uzasadnienia.

Od czego zacząć?

Stawiam zatem pytanie, co należy zrobić, od czego zacząć, by rozkołysaną gospodarkę uspokoić i wyprowadzić na właściwy kurs. Za niezwykle istotne uważam powstrzymanie degradacji i zubożenia i stworzenie warunków do przywrócenia nadziei tym obywatelom i firmom, którzy w czasie kryzysu ponieśli największe straty i szkody. Podkreślam, że nie chodzi tylko o straty pieniężne, doraźne, ale przede wszystkim podważoną, zachwianą wiarę w sens działań polegających na oszczędzaniu i inwestowaniu. Należy odbudować poczucie sensu aktywnego myślenia o gospodarowaniu w długiej perspektywie. Dziś rząd, który nie w słowach a w czynach chce odzyskać wiarygodność, poparcie obywateli i przedsiębiorców powinien przedstawić i dopilnować przegłosowania w parlamencie ustawy o waloryzacji oszczędności i depozytów ulokowanych w bankach. Ustawa ta powinna stanowić, że w oparciu o wskaźnik inflacji ogłoszony przez GUS na koniec roku kalendarzowego (mam nadzieję, że wyliczony według metody akceptowanej przez środowisko ekonomistów i statystyków) zostaną zwaloryzowane fundusze ulokowane w bankach przez stosowny okres czasu.

Polityka zerowej stopy procentowej NBP, wysoka inflacja jako efekt zwiększonej emisji pieniądza, ograniczenia aktywności gospodarczej i inne działania doprowadziły do utraty przez obywateli poczucia sensu lokowania pieniędzy na kontach bankowych. Oszczędzanie stało się decyzją nieracjonalną, absurdem ekonomicznym. A przypomnieć należy, że mamy jedną z najniższych w Europie (trzecią od końca) stopę oszczędności wynoszącą 3,6%.

Jesteśmy świadkami procesu ucieczki przed deprecjacją oszczędności w zakup nieruchomości po zawyżonych cenach i co szczególnie negatywne – transferu pieniędzy zagranicę. Zjawisko wywozu pieniędzy z Polski, lokowania ich w akcjach bądź nieruchomościach (chociażby w Turcji, Chorwacji, Hiszpanii) upowszechnia się. Miast inwestować w kraju i to efektywnie inwestować w przedsięwzięcia przemysłowe bądź usługowe kapitał z Polski emigruje. A przecież mamy jedną z najniższych i malejącą stopę inwestycji wynoszącą około 17% PKB.

Podliczmy. Według oficjalnych danych na kontach bankowych obywateli i firm zgromadzonych zostało około 1,5 biliona złotych (1500 miliardów złotych). Inflacja wynosi co najmniej 5% w skali rocznej. Oznacza to, że w ciągu roku unicestwione, powtarzam – unicestwione zostaje co najmniej 75 miliardów złotych. One znikają bezpowrotnie.

A przecież są grupy obywateli, o których możemy mówić, że ich koszyk zakupów inflacja „tyka” o wiele silniej niż oficjalne 5%. Są to rodziny wielodzietne, emeryci, osoby samotne. Co one mają powiedzieć, gdy ich skromne oszczędności „na złą godzinę” kurczą się gwałtownie i nieodwracalnie? Brak waloryzacji oszczędności, która przecież przez najbliższych kilka lat będzie wyższa niż 3% rocznie oznacza dla wielu obywateli powtórkę z terapii szokowej Leszka Balcerowicza. Pozostanie zaśpiewać parafrazę refrenu:

„To już jest koniec,
Możemy iść.
Jesteśmy wolni
Nie mamy już nic”.

Spóźniony powrót do normalności

Odpowiem na głosy tych, którzy zaproponują alternatywnie zamiast waloryzacji podniesienie stopy procentowej. Uważam, że dziś i jutro powrót do dodatniej stopy procentowej będzie … spóźniony choć być może konieczny. Dodatnia stopa procentowa niesie ze sobą w czasie kryzysu ważne, ale nie zawsze pozytywne zjawiska. Przede wszystkim podraża i zniechęca do kredytu inwestycyjnego i konsumpcyjnego. Ten drugi jest szczególnie niebezpieczny dla osób posiadających kredyty hipoteczne. Dla budżetu państwa dodatnia stopa procentowa zwiększa koszty obsługi zadłużenia. To z kolei sprzyjać może podnoszeniu podatków i ograniczaniu inwestycji budżetowych. Dlatego waloryzacja jest rozwiązaniem lepszym. Jej przewaga uwidacznia się także w fakcie, że pozwala uspokoić i racjonalizować decyzje oszczędnościowe obywateli pozytywnie oddziałując na zyskowność banków. Waloryzacja zachęca banki do kreowania kredytu ograniczając żonglowanie w górę stopą procentową.

Sumując. Musimy się pogodzić, że przez najbliższe lata inflacja będzie spędzać nam sen z oczu. By bezsenność nie stała się permanentna obowiązkiem uczciwego polityka gospodarczego odpowiedzialnie decydującego o polskiej ekonomii powinna być waloryzacja naszych oszczędności.

Niech obywatele i przedsiębiorcy znajdą w sobie determinację, by mechanizm ten wymusić na rządzących a ja dodam, że Powszechny Samorząd Gospodarczy w realizacji tego zamysłu okazałby się najbardziej przydatny.

dr Dariusz Grabowski – Powszechny Samorząd Gospodarczy – od tego trzeba zacząć

Podsumowanie dokonań rządu

Rząd w pełnym składzie z wicepremierem Jarosławem Kaczyńskim na czele przedstawił dwa dokumenty. Jeden został nazwany Krajowym Planem Odbudowy, drugi to Polski Ład. Omówmy obydwa dokumenty poprzedzając analizę syntetycznym bilansem dokonań rządu w latach 2015-2020 i przypomnieniem, że już w roku 2017 ogłoszono tak zwaną Strategię na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Miała ona zdynamizować rozwój ekonomiczny a także zwiększyć udział polskich podmiotów w gospodarce, czyli używając języka propagandy rządu ,,zrepolonizować gospodarkę”.

A oto fakty. Tempo wzrostu PKB w latach 2016-2020 wyniosło 3,1% średniorocznie. Dla porównania w latach 1993-20215 tempo wzrostu wynosiło 4,2 %. Udział inwestycji w PKB miał wzrosnąć w roku 2015 z 20% do 25%, a spadł do poziomu 17,1% w roku 2020. Co szczególnie należy podkreślić i potraktować jako zjawisko negatywne – udział inwestycji zagranicznych sektora prywatnego wzrósł z 37% w 2015 roku do 45,4% w roku 2019. To firmy zagraniczne wytwarzają 15,7% PKB, zatrudniają 12,6% pracujących, realizują 63,4% eksportu z Polski oraz 60,6% importu do Polski . Fakty powyższe przekładają się na oficjalny transfer zagranicę dochodów kapitału obcego, który z około 90 mld złotych w 2015 roku wzrósł do 131 mld w roku 2020. Są to dane oficjalne, moim zdaniem znacznie zaniżone. Tak głośno reklamowana przez premiera „repolonizacja” a’la PiS ma zatem barwy nie biało-czerwone, a …

Dodajmy do tego projekty obiecywane przez premiera i jego propagandzistów: produkcję miliona aut elektrycznych, mieszkań, promów, program inteligentna kopalnia i inne a otrzymamy obraz długiej listy niezrealizowanych obietnic.

Natomiast konkretem, a nie zjawą okazały się działania instytucji i urzędów powiązanych z władzą na szkodę poważnych polskich firm. Przykładem Ursus, Fadroma, Autosan i inne. Tu zrobiono wiele, by je zniszczyć bądź przejąć za bezcen .
Argumenty podnoszone przez rządzących, że wzrosła konsumpcja, ograniczono biedę, poziom ubóstwa zestawić trzeba z faktem spadku liczby ludności o 172 tysiące, spadkiem liczby urodzin do 355 tysięcy, co jest dowodem, że program 500 plus swojej roli nie spełnił.

Sumując. Fakty dowodzą, że obietnice zawarte w Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju nie zostały zrealizowane. Nie dziwi zatem, że premier Mateusz Morawiecki i jego propagandziści, by przykryć niewygodne fakty barwami ochronnymi, zgłaszają następne obiecanki, cacanki…

Uwagi o Krajowym Planie Odbudowy

Dokonajmy teraz analizy funduszy unijnych przyznanych Polsce na lata 2021-2027. Słynna billboardowo – medialna kwota 770 mld złotych ma dwie składowe. Jedna to udział w 7-letnim budżecie UE, która jest o blisko 100 mld złotych mniejsza od otrzymanej przez Polskę w latach 2014-2020. Udział ten negocjował premier Mateusz Morawiecki i taki wynik trudno uznać za sukces. Dlatego propagandziści PiS do kwoty budżetowej dodają pieniądze z funduszu stworzonego przez UE celem szybszego wyjścia z kryzysu i epidemii, a nazwanego Planem Odbudowy. Z funduszu tego mamy otrzymać 23,85 mld euro jako dotację i 12,1 mld euro w formie pożyczki. Razem będzie to 35,9 mld euro. Rząd nazwał ten fundusz Krajowym Planem Odbudowy. Jak ma się powyższa suma do tego, co otrzymali inni? Czy rząd wytargował dla Polski dużo? Włochy i Hiszpania otrzymały trzykrotnie więcej. Zestawmy wszystkie sumy. W latach 2021-2027 otrzymamy z UE łącznie (w zależności od zaliczenia poszczególnych kwot) 159-173 mld euro. Wpłacimy składkę członkowską około 45 mld euro. Do dyspozycji będziemy mieli zatem łącznie z kredytami około 115 – 125 mld euro. Nie można jednak zapominać, że fundusz odbudowy to 35,9 mld euro co w przeliczeniu na złotówki wynosi około 160 mld złotych. Rząd wrzucając wszystko do jednego worka zakłamuje rzeczywistość tworząc iluzje ogromnych środków na inwestycje, gdy tymczasem część budżetowa pieniędzy (około 80 mld euro) ma już swoich adresatów, przykładowo są to dopłaty do rolnictwa.

I tak fakty przeczą rządowej propagandzie. Nie mówmy więc o sukcesach i triumfach na europejskich salonach, zejdźmy raczej na ziemię. Jeśli do podanych liczb dodać bardzo rygorystyczny, kosztowny i niekorzystny dla Polski obowiązek likwidacji części energetyki węglowej to zamiast fanfar trzeba z troską myśleć jak rozwiązać piętrzące się problemy. Na pewno zacząć trzeba od zdobycia się na odwagę i powiedzenia społeczeństwu prawdy. Rząd wybrał jednak przeciwieństwo prawdy czyli propagandę za wszelką cenę.

Większość środków z KPO ma zostać przeznaczona na inwestycje infrastrukturalne. Rząd mówi o autostradach, lotniskach, ale też czasem wspomina o polskich przedsiębiorcach. Najlepszym tego przykładem jest wywiad, którego udzieliła wiceminister rozwoju Olga Semeniuk, która poinformowała o ,,przygotowaniu Polskiego Inkubatora Rzemiosła – programu adresowanego do 300 tysięcy firm rzemieślniczych z rocznym budżetem w wysokości 10 mln złotych”. Nietrudno policzyć, że na jeden zakład rzemieślniczy wypadnie rocznie około 33 złote… bez komentarza.

O programie Polskiego Ładu

Z udziałem najważniejszych osób w państwie odbył się spektakl związany z prezentacją programu zatytułowanego Polski Ład. By uczynić go bardziej wiarygodnym politycy z Jarosławem Kaczyńskim na czele podpisywali na oczach widzów kartę papieru, której treści nie znamy.

Mówcy nie podali szczegółowych danych co uniemożliwi precyzyjną analizę ich pomysłów. Ale już dziś możemy i powinniśmy dokonać wstępnej oceny projektu o nazwie Polski Ład.

Po pierwsze: dokument ten nie był w ogóle dyskutowany. Zakłada on centralizację władzy, skupienie decyzji makroekonomicznych i społecznych w wąskim gronie polityków i urzędników z pominięciem bezpośrednio zainteresowanych środowisk: przedsiębiorców, samorządowców, związkowców i innych. Jest on zaprzeczeniem tego, co nazywamy budową społeczeństwa aktywnego, współdecydującego i współodpowiadającego.

Po drugie: program nie podejmuje sprawy najważniejszej – zwielokrotnienia inwestycji polskiego sektora prywatnego i przyspieszenia rozwoju gospodarczego tą drogą. Przeciwnie, jest adresowany do potencjalnych wyborców i ma charakter polityczny. Obowiązuje schemat dbania o tych, którzy mają niskie dochody zaś środki na sfinansowanie wzrostu dochodów powyższej grupy mają pochodzić z opodatkowania głównie samozatrudnionych, przedsiębiorców i ich pracowników. Jest to zatem polityka stymulowania wzrostu gospodarczego poprzez zwiększanie konsumpcji zamiast inwestycji. Efekty takich działań, o czym pisałem powyżej, to najniższe tempo wzrostu gospodarczego, jakie Polska miała w ostatnich 5 latach od odzyskania niepodległości.

Propozycje podatkowe rządu po dwakroć uderzają w polskich przedsiębiorców. Raz poprzez podniesienie składki zdrowotnej, choć przyznać trzeba, że przedsiębiorcy z reguły korzystają z prywatnej służby zdrowia nie oglądając się na NFZ. Drugi raz stracą poprzez oskładkowanie umów cywilnoprawnych. Oznaczać to będzie, że pracownicy zatrudnieni na umowę zlecenie bądź umowę o dzieło, podobnie jak samozatrudnieni staną się drożsi. Współpraca z nimi oznaczać będzie akceptację wyższych kosztów dla przedsiębiorcy. By dopełnić czary goryczy należy liczyć się z efektem inflacyjnym, który z opóźnieniem uderzy w przedsiębiorcę.

Po trzecie: rządzący zakładają, że wychodzenie z kryzysu a następnie rozwój ma się dokonać dzięki koncentracji inwestycji realizowanych przez budżet państwa, głównie w infrastrukturze, w odniesieniu do dużych i kosztownych projektów. Ponieważ inwestycje takie wymagają gwarancji bankowych od firm przystępujących do przetargów a polskie podmioty przy tej skali inwestycji gwarancji nie otrzymają, to oczywistym jest, że kontrakty staną się łupem zagranicznych spółek. Te z kolei zatrudnią polskich podwykonawców. Obcy zarobią sowicie, wiele się nie napracują a doświadczenie uczy, że zaniżą wypłaty polskim podwykonawcom.

Po czwarte: program zakłada, że polskie przedsiębiorstwa, głównie te, które ucierpiały wskutek kryzysu nie otrzymają żadnego wsparcia, ulg, zachęt celem odbudowy potencjału i zwiększenia udziału rodzimego kapitału w inwestycjach.

Po piąte: program nawet słowem nie wspomina o opodatkowaniu kapitału zagranicznego, którego dochody w Polsce są kolosalne, i co szczególnie bolesne, transferowane zagranicę na skalę znacznie przekraczającą oficjalne dane. Jeśli dodamy, że zwiększone w wyniku programu podatkowego dochody grup niezamożnych trafią w dominującym stopniu (niezamożni nie oszczędzają , cały dochód wydają na bieżącą konsumpcję) do wielkich sieci handlowych będących w rękach kapitału zagranicznego – to otrzymamy odpowiedź na pytanie, komu rząd robi dobrze. O trosce władzy o kapitał zagraniczny, który prawie nie płaci podatków najlepiej świadczy fakt głosowania posłów PiS w Parlamencie Europejskim przeciwko opodatkowaniu tzw. firm cyfrowych.

Po szóste: program w ogóle nie wspomina o nieuchronnym spadku dochodów samorządów terytorialnych. Uszczerbek w ich budżetach będzie znaczący, a przecież w następstwie kryzysu i pandemii wydatki i potrzeby bardzo wzrosły.

Sumując – w walce o władzę politycy, do których dziś należy przywilej stanowienia prawa i przepisów podatkowych postanowili przedsiębiorców, a więc tych, którzy tworzą fundamenty bytu narodu i państwa, w tym jego potencjał gospodarczy – pogrążyć zamiast wspomóc w wyprowadzeniu firm z kryzysu.

Polscy przedsiębiorcy mówią dość

Dlatego nie ma zgody i polscy przedsiębiorcy powinni powiedzieć dość.

W Polsce jest około 2,15 mln przedsiębiorstw. 97% to mikrofirmy zatrudniające do 10 pracowników, 2,5% to małe przedsiębiorstwa zatrudniające do 50 pracowników, 0,7% to firmy średnie zatrudniające do 250 pracowników. Łącznie w tych przedsiębiorstwach pracuje ponad 6,8 mln ludzi. Ponieważ w sektorze przedsiębiorstw pracuje 10 mln ludzi, to zatrudnienie w małych i średnich firmach stanowi około 68% zatrudnienia całkowitego. Tu należy dokonać korekty. Powyżej przytoczone liczby to dane oficjalne GUS. A przecież wiemy, że małe i średnie firmy zatrudniają znaczną grupę pracowników „na lewo”, czy jak kto woli „na czarno”. Co więcej, to w tych firmach pracują najczęściej nie ewidencjonowani obcokrajowcy, głównie Ukraińcy. Ich liczbę szacuje się na około 1 mln. Zatem oficjalne dane są poważnie zaniżone w stosunku do stanu faktycznego.

Sektor małych i średnich przedsiębiorstw wytwarza według GUS około 50% PKB. I ponownie komentarz. Są to dane oficjalne, czyli zaniżone. Według szacunków od 10 do 20% obrotów właśnie w grupie małych i średnich przedsiębiorstw nie jest ujętych w statystyce. Wynika to głównie z opresyjnego systemu podatkowego i nierównej konkurencji z dużymi firmami.

Polskie małe i średnie firmy działają głównie w usługach i handlu. 75% wszystkich MŚP funkcjonuje w tych sektorach. Przypomnieć należy, że to właśnie one zostały najbardziej dotknięte kryzysem ekonomicznym i zakazami funkcjonowania.

Ponieważ dochody w sektorze MŚP są obciążone relatywnie wyższymi podatkami, akcyzą i narzutami na płace to jasnym jest, że te właśnie firmy są głównym dostarczycielem dochodów do budżetu państwa. Obciążenie to rośnie, gdyż firmy zagraniczne, na przykład handlowe, praktycznie nie płacą podatku dochodowego w Polsce. Korzystają one ze zwolnień, ulg, dofinansowania oraz bezkarnie stosują tak zwaną optymalizację podatkową.

Rodzime firmy monopolistyczne (energetyka, sektor paliwowy) mając wpływ na ceny sprzedawanych produktów „żerują” na polskich MŚP i konsumentach ustalając korzystną dla siebie marżę. Przykładem Orlen, który chwali się zyskami nie informując, że są one efektem wysokiej ceny paliw na stacjach benzynowych przy niskich kosztach zakupu. Mówiąc wprost – klient i MŚP płaci i… niech miny nie traci.

Otrzymujemy obraz, z którego wynika, że MŚP dominują w zatrudnieniu, wytwarzaniu PKB, mają największy udział w finansowaniu budżetu państwa i wielu innych dziedzin. Jeśli jest się twórcą ponad połowy produktu wytwarzanego przez całe społeczeństwo, to powinno się mieć wpływ na najważniejsze decyzje gospodarcze. Prawda brzmi jednak ponuro. O polityce gospodarczej państwa i losie małych i średnich firm decyduje wąskie gronie urzędników, polityków i współpracowników premiera Mateusza Morawieckiego bez pytania o zdanie polskich przedsiębiorców a nawet, jak pokazują fakty, wbrew ich oczekiwaniom.

Dlatego przedsiębiorcy powinni zgłosić sprzeciw, powiedzieć dość.
Powinni zażądać, by co najmniej 25% kwoty, która ma zostać rozdysponowana z KPO znalazła się w dyspozycji przedsiębiorców i by to oni zdecydowali o sposobie jej wydatkowania.

Przedsiębiorcy powinni również spośród siebie wybrać członków zespołu monitorującego i kontrolującego wydatki z programów rządowych.

Przedsiębiorcy powinni ponadto przedstawić swoje krytyczne stanowisko wobec Polskiego Ładu i wprowadzić w nim zmiany zgodne z interesem przede wszystkim polskiej małej i średniej przedsiębiorczości.

By te postulaty zostały spełnione, a jednocześnie by polscy przedsiębiorcy na trwałe uzyskali prawo współdecydowania o najważniejszych kwestiach ekonomiczno – społecznych dotyczących narodu i państwa powinien powstać Powszechny Samorząd Gospodarczy – organizacja o szerokich kompetencjach reprezentująca interesy polskich przedsiębiorców wobec władz państwowych, samorządowych, związków zawodowych, mediów i innych instytucji społecznych.